Lubuskie Towarzystwo Genealogiczne

Forum Lubuskiego Towarzystwa Genealogicznego


#1 2019-05-06 21:26:43

 zefir454

Administrator

Skąd: Smolno Wielkie
Zarejestrowany: 2013-12-20
Posty: 333
Punktów :   
WWW

Wspomnienia pani Krystyny Tomczak.

Wspomnienia pani Krystyny Tomczak ze wsi Smolno Wielkie w gm. Kargowa

Pani Krystyna Tomczak z domu Tarnowska, urodziła się w 1930 roku w Mariampolu w woj.stanisławowskim. Jej rodzicami byli: Stanisław Tarnowski i Michalina. Miała troje rodzeństwa- Marię, Bronisława i Jana.
        Ojciec pani Krystyny był murarzem, ale także muzykiem. Często grał na różnych imprezach. Był także wziętym szewcem. Jak twierdzi moja rozmówczyni- ojciec był „złotą rączką”, miał talenty w różnych kierunkach. Nade wszystko uwielbiał jednak grać i śpiewać. Jeszcze przed wojną grywał na weselach, festynach i tego typu imprezach w kapeli rodzinnej, która była w tamtych okolicach bardzo popularna. Mama pani Krystyny zajmowała się domem, a pracy nigdy jej nie brakowało, jak to na wsi. Posiadali  4-hektarowe gospodarstwo, w którym mieli kilka krów, dwa konie, trochę trzody i innych zwierząt. Pracy więc nie brakowało.
        Brat pani Krystyny, Bronisław skończył studia prawnicze, ale w latach swej młodości również grał w rodzinnym zespole na różnych instrumentach, ładnie śpiewał. Ta skłonność do muzykowania była chyba dziedziczna, gdyż w jej rodzinie wszyscy grali lub śpiewali, także ona. Również jej syn- Henryk odziedziczył ten talent. Pani Tomczak od wielu lat wraz ze swoją siostrą Marią (po mężu Jancelewicz, też mieszka w Smolnie) śpiewa w miejscowym chórze kościelnym. Brat pani Krystyny- Jan, niestety już nie żyje.
        Mąż mojej rozmówczyni- Władysław, przed wojną mieszkał też w Mariampolu, ale w dzielnicy Słoboda, a ona mieszkała w Przedmieściu. Okazało się, że pan Władysław dobrze znał mojego wujka Józefa Kostańskiego. Pani Krystyna znała swego przyszłego męża jeszcze z Mariampola, ale jak podkreśla- była to znajomość co najwyżej koleżeńska.
Jak opowiada moja rozmówczyni, ich dom był pięknie położony. Stał na wysokiej skarpie, w dole była łąka, a za nią płynął Dniestr. Sam Dniestr był piękną, malowniczą rzeką, ale jednak bardzo kapryśną- często wylewał. Pamięta, że wsie położone niżej, jak np. Dubowce, często były zalewane.
    Pani Tomczak chodziła w Mariampolu do szkoły powszechnej 4- klasowej. Gdy zaczęła się wojna, a potem ukraińskie napady na Polaków, to przestała do niej chodzić. Była świadkiem pożogi, która ogarnęła w tamtym latach pobliski Wołczków. Zginęło wtedy bardzo wielu Polaków, także dużo jej znajomych. Pamięta, że bardzo przeżyła morderstwa Ukraińców z UPA w jej miejscowości, ale także i w sąsiednich wsiach., a zwłaszcza w Wołczkowie, ale także w Delejowie, Łanach i Wodnikach. Żyło się wtedy w nieustannym strachu o własne życie. Całymi nocami przesiadywali w lesie, aby nie być wtedy w domu, gdy grasowały bandy Ukraińców. Ten uraz do nich nosi w sobie do dziś. Gdy spytałem ją, czy chciałaby chociaż raz pojechać w swe rodzinne strony, to odparła, że nic już jej tam nie ciągnie. Gdyby z latami jej dzieciństwa wiązały się jakieś miłe i wesołe wspomnienia, to na pewno chciałaby tam wrócić, choćby na krótko. Wspomina, że nawet teraz, po tylu latach, gdy słyszy ukraińską mowę, to przechodzą ją ciarki, to siedzi w człowieku i nie przejdzie pewnie do końca życia. Nie jest łatwo zapomnieć o czymś takim. Pamięta, że jeszcze przez wiele lat budziły ją koszmarne sny z tamtych czasów. Tak, tamte wydarzenia na pewno odcisnęły swoje piętno na psychice ludzi. Taki uraz zostaje na bardzo długo. Gdy o tym wspomina, to nie może pojąć, jak to możliwe, aby ich sąsiedzi, czy znajomi, w imię ideologii mogli dopuszczać się takich potwornych zbrodni. Kto tego nie przeżył, ten nie zrozumie, jak okrutne to były czasy i przed jakimi wyborami stawiano nieraz ludzi
    Gdy przyjechali tu jesienią 1945 roku, to mieli zamieszkać początkowo w Smolnie Małym. Jednak ze względu na to, że było tam dużo lasów, to nie zostali tam. Ta bliskość lasu jeszcze przez długi czas napawała ją strachem.
    Pani Tomczak pamięta, że jej ojciec walczył w tzw. strebitelnym batalionie, który miał ochraniać miejscową ludność przed bandami UPA.
    Na samym początku ich pobytu w Smolnie było bardzo ciężko. Tuż przy ogrodzeniu stał spalony dom, który był na ich posesji. Wtedy to przewodniczący Gromadzkiej Rady Narodowej pan Korbanek nakazał rodzicom pani Tomczak wyremontować go, lub rozebrać. W związku z tym, że nie stać było ich na remont tego domu, to dom rozebrano. Pan Korbanek nakazał wywiezienie budulca z tego domu na budowę własnego w Kargowej. Takie wtedy były czasy- władza robiła co chciała  i zwykli ludzie niewiele mieli do powiedzenia.
Pani Krystyna wspomina pierwszy powojenny okres, jako szczególnie ciężki, ale z drugiej strony pamięta, że ludzie kiedyś byli bardziej otwarci i pomocni w stosunku do siebie. Inaczej niż ma to miejsce dzisiaj. Wspomina, że będąc jeszcze panną, bardzo często brała udział w różnego rodzaju korowodach, festynach i zabawach. Przyznaje, że lubi zabawy i śpiew do dzisiaj. Taka cygańska, romantyczna dusza, jak to podkreśla.
Moja rozmówczyni twierdzi, że nie ma już co najmniej kilkunastu domów, które tu kiedyś istniały. Szkoda, że je rozebrano.
    Pani Krystyna wzięła ślub z panem Władysławem w 1954 roku, ale ślub cywilny wzięli dopiero w 1955 roku w miejscowym Urzędzie Stanu Cywilnego, który mieścił się wtedy w obecnym domu państwa Bajorów.
Mąż  pani Krystyny grał w miejscowym kościele na fisharmonii. Później z inicjatywy księdza Cudaka wyremontowano organy i na nich przez wiele lat grał jej mąż.
Jej mąż pracował zaraz po wojnie w „Zastalu” w Zielonej Górze przez 12 lat. Później był inkasentem w energetyce. W międzyczasie objęli gospodarstwo, które prowadzone było aż do śmierci męża. Po tym czasie pani Krystyna przeszła na rentę. Wspomniała przy tej okazji swą najmłodszą córkę, która zmarła młodo w wieku zaledwie 16 lat na guza mózgu. Moja rozmówczyni pamięta, że mąż po śmierci córki był bardzo załamany, nie chciał grać w kościele, był przez długi czas przybity jej śmiercią.
    Przez jakiś czas pani Krystyna pracowała w Sulechowie w barze. Nie trwało to jednak długo. Musiała wrócić do pracy na roli. Ciężko było pogodzić prace zawodową z pracą na roli, szczególnie kobiecie.
    Moja rozmówczyni pamięta pana Fafułę, który był według niej, na pewno pierwszym sołtysem we wsi. Ona sama miała nieraz zaszczyt wieźć wieniec dożynkowy do Trzebiechowa. Często przebierała się w korowodach dożynkowych za Cygankę, towarzyszył jej przy tym sołtys Fafuła, a potem i inni. Pamięta pana Fafułę, że był potężnym, trochę otyłym i flegmatycznym mężczyzną. Miał jednak przy tym ogromne poczucie humoru, był człowiekiem bardzo wszystkim życzliwym i co ważne, był bardzo lubiany. Miał charakterystyczny nosowy głos.
Pani Tomczak często brała udział w dożynkach i festynach i jak powtarza, lubiła się bawić, gdy była młodsza. Ale nie tylko wesołe wspomnienia utkwiły jej w pamięci. Wspomina też i o tych smutnych. Na przykład, w latach 50-tych został zabity od uderzenia kamieniem, syn państwa Leszczyńskich. Była to bezsensowna i głupia śmierć podczas zabawy grupy chłopców, którzy bawili się podobno w wojnę. Stało się to na obecnej posesji państwa Oczujdów.
    Według mojej rozmówczyni jednymi z pierwszych osadników byli: pan Woroniec, Zakrzewski, Szostakiewicz.
    Pani Tomczak pamięta z opowiadań innych repatriantów, którzy byli tu jeszcze przed nią, że bardzo negatywną rolę w ogołoceniu wsi z bardziej wartościowych rzeczy i sprzętów rolniczych , a także zwierząt hodowlanych mieli Rosjanie, którzy tu stacjonowali do 1945 roku. Podobno w tamtym okresie podpalili i zniszczyli granatami kilka domów (w jednym z nich spalili całą niemiecką rodzinę). Wspomina też o przypadkach brutalnych gwałtów kobiet i częstych grabieżach na ludności niemieckiej. Niestety, tak wyglądało wyzwalanie tych ziem.
    Nie wszyscy osadnicy w tym pierwszym okresie pochodzili ze wschodu. Np. pan Stasik był osadnikiem z Wielkopolski. Przez szereg lat był wziętym stolarzem i szefem miejscowej straży pożarnej. Było też sporo osadników wojskowych, np. pan Janczałek, Dronia czy Kujawa. Osoby te zajmowały się tutaj rozdzielaniem domów i ziemi. W obecnym domu państwa Klementowskich znajdował się punkt zborny dla Niemców opuszczających naszą wieś. Gromadzono tam różne rzeczy, które deponowali tu Niemcy. Odbierali je potem w dniu wyjazdu. Punktu tego pilnował z karabinem w ręku pan Rymaszewski. Co kilka dni od strony Sulechowa przyjeżdżała ciężarówka, która zabierała poszczególne rodziny do Sulechowa, skąd dalej jechali pociągiem do Niemiec. Wiele było przypadków okradania Niemców z ich rzeczy osobistych. Taki incydent miał miejsce np. w obecnym domu państwa Kubejko. Niestety takie rzeczy się zdarzały. Po prostu zachowania ludzkie w kontaktach z Niemcami, jeszcze niedawnymi wrogami, były skrajnie różne.
Jeszcze po wojnie, przy kościele był niemiecki cmentarz ewangelicki. Do dzisiaj zostało tam zaledwie kilka grobów. Jeden z nich, który jest ogrodzony, to prawdopodobnie grób jednego z członków rodziny von Schenckendorff, którzy byli niegdyś właścicielami majątku w Smolnie. Od czasu do czasu, przyjeżdżają odwiedzić ten grób potomkowie tej rodziny.
    W sklepie, który funkcjonował jeszcze przed sklepem GS-owskim, pracowała pani Droniowa, a także pani Dalecka. W domu państwa Fafułów działała jeszcze gospoda, funkcjonująca później jako pijalnia piwa.. Później została przerobiona na sklep metalowy.
W obecnym domu pani Grażyny Pławskiej znajdowała się kiedyś masarnia i nieduża gospoda, był tam też sklep rzeźnicki, ale podobne zaraz po wojnie te obiekty zostały zniszczone i rozebrane.
    Moja rozmówczyni cofnęła się jeszcze wspomnieniami do czasów wojny. Kilka osób z jej rodziny było zesłanych na Sybir, niektórzy byli na robotach przymusowych w III Rzeszy. Na Syberię zesłana była rodzina jej sąsiadki- pani Szczepaniukowej. Brat pani Tomczak- Jan, miał być deportowany do Niemiec, ale w ostatniej chwili zdążył uciec z transportu. W obozie w Oświęcimiu był kuzyn pani Krystyny- Marian Tarnowski. Później wyjechał do Kanady i tam już pozostał. Także Maciej Tomczak, z rodziny jej męża, był na robotach w Niemczech prawie do końca wojny.
    Pamięta, że podczas okupacji nie wolno było rolnikom trzymać więcej zwierząt niż te, które były ewidencjonowane przez Niemców. W takiej sytuacji, ojciec pani Krystyny hodował świnie w piętrowych kojcach, a sam ubój odbywał się w wielkiej konspiracji, aby nie wzbudzić podejrzeń wścibskich sąsiadów, a zwłaszcza Niemców. Za nielegalny ubój zwierząt groziły wtedy bardzo surowe kary.
    Moja rozmówczyni wspomniała tez męczeńską śmierć proboszcza z Mariampola, ks. kanonika Marcina Bosaka.
Pamięta, że od godziny 9-tej wieczorem, nie wolno było nikomu wychodzić z domu. Któregoś wieczora jej ojciec został aresztowany przez Ukraińców, ale cudem udało mu się zbiec. Takiego szczęścia nie miał kuzyn pani Krystyny, który został aresztowany wprawdzie tylko na jedną noc, ale został tak dotkliwie skatowany przez banderowców, że na drugi dzień osiwiał, a miał wtedy 19 lat! W czasie ataku UPA na Wołczków mieszkał tam jej wujek Mikołaj Tomczak, ale jakoś udało mu się ocalić swe życie. Jednak jego dom został doszczętnie spalony. Podobno później po jakimś czasie, gdy zbrodnia ta stała się głośna, to Ukraińcy tłumaczyli się, że w rejonie Wołczkowa grasowały oddziały Armii Krajowej i dlatego tak surowo potraktowali całą wieś. Wiadomo było jednak, że w tamtym czasie nie było na tym terenie żadnej AK.
    Pani Krystyna z sentymentem wspomina te czasy, kiedy sąsiedzi w Smolnie pomagali sobie wzajemnie w czasie żniw, czy wykopków ziemniaków. Minęły te czasy, teraz jest więcej maszyn, ale i rolników coraz mniej. Zmienili się też sami ludzie- stali się dla siebie obcy, podejrzliwi, na wszystko brak im czasu. Kiedyś było jednak inaczej. Może było biedniej, ale żyło się szczęśliwie i spokojnie. Ale widocznie tak już musi być, a to co było, to już nie wróci, a szkoda…


Józef Pławski- członek Lubuskiego Towarzystwa Genealogicznego

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.h91.pun.pl www.narutofani.pun.pl www.a300.pun.pl www.happyharvest.pun.pl www.isepk.pun.pl